Jak przygotować roczne dziecko do pierwszych dni w żłobku

0
59
Rate this post

Rodzic rocznego dziecka zwykle nie potrzebuje zapewnienia, że „jakoś to będzie”, tylko rozsądnego planu. Przygotowanie do żłobka nie polega na wyuczeniu malucha zachowań jak w podręczniku. Chodzi raczej o to, by zmniejszyć liczbę nowych, trudnych bodźców naraz i wybrać taki sposób startu, który pasuje do dziecka, zasad placówki oraz realnych możliwości rodziny.

adaptacja w żłobku, roczne dziecko w żłobku, pierwsze dni w żłobku, rozstanie z rodzicem, rytm dnia dziecka, przygotowanie do żłobka, samodzielność rocznego dziecka, wyprawka do żłobka, rozmowa z opiekunką, płacz przy oddaniu, drzemka w żłobku, łagodny start w żłobku

Spis Treści:

Co naprawdę oznacza przygotowanie rocznego dziecka do żłobka

Nie „trening żłobka”, tylko zmniejszanie liczby zaskoczeń

Roczne dziecko nie przygotowuje się do żłobka głównie rozmową, bo jego rozumienie słów jest jeszcze ograniczone, a poczucie bezpieczeństwa buduje się przede wszystkim przez powtarzalność doświadczeń. Dla malucha ważniejsze od tłumaczenia „mama wróci po obiedzie” jest to, że poranek przebiega podobnie każdego dnia, pożegnanie wygląda podobnie, a sygnały związane z jedzeniem, snem i odpoczynkiem nie są chaotyczne. To dlatego tak wiele zależy od rutyny, tonu głosu rodzica i przewidywalnego sposobu przekazywania dziecka opiekunce.

Częsty błąd polega na próbie „przećwiczenia żłobka” w domu. Rodzice starają się odtworzyć harmonogram placówki co do minuty, zmienić wszystko naraz albo wymusić większą samodzielność, niż dziecko jest w stanie udźwignąć. Tymczasem sensowniejsze jest skupienie się na kilku elementach, które naprawdę ułatwią start: porze pobudki, mniej więcej stałej drzemce, akceptowaniu opieki innej osoby, prostym rytuale zasypiania i krótkim, przewidywalnym rozstaniu.

Popularna rada brzmi: „wszystko rób powoli”. To bywa trafne, ale nie zawsze. U części dzieci bardzo długie oswajanie z placówką działa odwrotnie niż zamierzono. Maluch codziennie jedzie do nowego miejsca, czuje napięcie rodzica, doświadcza kolejnego pożegnania, ale nie zdąża wejść w przewidywalny rytm dnia. W efekcie każdy poranek wygląda jak nowy początek. Przygotowanie nie oznacza więc automatycznie najwolniejszego możliwego tempa, tylko takie tempo, przy którym dziecko ma szansę poczuć stałość.

Najważniejsze obszary, które wpływają na start w żłobku

Jeśli spojrzeć praktycznie, przygotowanie rocznego dziecka do pierwszych dni w żłobku opiera się na pięciu obszarach. Pierwszy to rozstanie z rodzicem i zdolność uspokojenia się przy innym dorosłym. Drugi to sen, zwłaszcza drzemka w innych warunkach niż domowe. Trzeci dotyczy jedzenia i picia, czyli nie pełnej samodzielności, ale gotowości, by posiłek podawał ktoś inny, czasem w trochę innej formie. Czwarty obszar to kontakt z obcymi lub mniej znanymi dorosłymi. Piąty to reakcja na nowe miejsce, hałas, grupę i zmianę rytmu.

To właśnie te elementy warto obserwować przed startem. Nie ma większego znaczenia, czy roczne dziecko „wie”, czym jest żłobek w sensie słownym. Znacznie ważniejsze jest, czy po krótkim płaczu potrafi złapać kontakt z opiekunką, czy zdarza mu się zasnąć bez idealnie domowych warunków, czy toleruje trochę więcej bodźców bez całkowitego rozregulowania i czy przy nowej osobie potrafi przyjąć wodę, posiłek albo ukojenie.

Niektóre dzieci dobrze radzą sobie z jednym z tych obszarów, a wyraźnie gorzej z innym. Maluch może lubić nowe miejsca, ale źle znosić odejście rodzica. Może chętnie iść do cioć i dziadków, ale kompletnie nie zasypiać poza własnym łóżeczkiem. Dlatego przygotowanie do żłobka powinno być konkretne i selektywne, a nie oparte na ogólnym założeniu, że dziecko jest „towarzyskie” albo „wrażliwe”.

Roczne dziecko nie musi być w pełni samodzielne

Wielu rodziców przed żłobkiem wpada w presję: nauczyć picia z kubka, samodzielnego jedzenia, spania bez pomocy, odkładania się bez płaczu, a czasem nawet odstawienia smoczka czy rezygnacji z noszenia. To podejście często bardziej obciąża rodzinę niż pomaga dziecku. W wieku około 10–16 miesięcy nie chodzi o pełną niezależność, tylko o kilka praktycznych umiejętności, które ułatwią codzienność.

Przykład: dziecko nie musi pięknie jeść łyżeczką. Wystarczy, że akceptuje karmienie przez inną osobę i nie odrzuca posiłku tylko dlatego, że nie podaje go rodzic. Podobnie z piciem. Jeśli placówka korzysta z otwartego kubeczka albo konkretnego typu bidonu, dobrze sprawdzić wcześniej, czy maluch w ogóle toleruje taki sposób podawania wody. Nie chodzi o perfekcję, lecz o ograniczenie jednego źródła frustracji.

Tak samo jest ze snem. Dziecko nie musi zasypiać idealnie samodzielnie, ale pomaga, jeśli zna choć jeden prosty rytuał wyciszenia, który może zastosować także opiekunka: przytulenie, kołysanie w określony sposób, cichy śpiew, głaskanie po plecach. Im bardziej zasypianie wymaga bardzo specyficznych warunków możliwych tylko z jednym rodzicem, tym wolniejszego i ostrożniejszego startu zwykle potrzebuje maluch.

Trzy warianty startu w żłobku – różnice, plusy, minusy i sytuacje, w których mają sens

Wariant 1: adaptacja bardzo stopniowa

To model, w którym dziecko przez pierwsze dni lub nawet tygodnie przychodzi do żłobka na krótko, czasem z obecnością rodzica, a pobyt wydłuża się małymi krokami. Dla niektórych rodzin brzmi to jak najbardziej czułe i bezpieczne rozwiązanie. Rzeczywiście może działać dobrze wtedy, gdy maluch bardzo mocno reaguje na nowe miejsce, ma niewiele doświadczeń z innymi opiekunami albo źle reguluje się po większej dawce bodźców.

Plusem bardzo stopniowej adaptacji jest to, że dziecko nie dostaje wszystkiego naraz. Najpierw poznaje przestrzeń, potem opiekunki, następnie krótkie rozstania, a dopiero później dłuższy pobyt, posiłek czy drzemkę. Taki plan bywa pomocny zwłaszcza dla dzieci, które w grupie szybko się przebodźcowują, są ostrożne wobec obcych dorosłych albo mają bardzo sztywny rytm snu. Rodzic też zyskuje czas na obserwację, jak placówka reaguje na napięcie malucha.

Minus tego wariantu pojawia się wtedy, gdy oswajanie trwa zbyt długo i nie prowadzi do wejścia w przewidywalny rytm. Niektóre dzieci przez tydzień czy dwa codziennie przeżywają podobny stres przy drzwiach, ale nie mają szansy poczuć, że w żłobku istnieje stały porządek dnia. Jeśli rozstanie następuje codziennie, a pobyt jest tak krótki, że dziecko ledwo zdąży się zająć czymś innym, napięcie może narastać zamiast maleć.

Ten model ma sens głównie wtedy, gdy placówka rzeczywiście potrafi go sensownie poprowadzić, a rodzic ma możliwość uczestniczenia w procesie bez pośpiechu i bez codziennego przekazywania dziecku własnego napięcia. Bardzo stopniowa adaptacja nie jest automatycznie najlepsza. Jest najlepsza dla niektórych dzieci i w niektórych warunkach.

Wariant 2: adaptacja umiarkowana

To najczęściej najbardziej praktyczny i zrównoważony model. Zakłada kilka krótszych dni na początku, bez przeciągania procesu przez wiele tygodni, a następnie płynne przejście do bardziej regularnych godzin. Dziecko ma czas, by oswoić nowe miejsce i nowe osoby, ale jednocześnie dość szybko zaczyna doświadczać powtarzalnego rytmu placówki.

Największą zaletą tego wariantu jest połączenie łagodnego wejścia z budowaniem przewidywalności. Maluch nie jest od razu wrzucony w pełen dzień żłobkowy, ale też nie zostaje zawieszony w stanie codziennych mikro-rozstań bez dalszego ciągu. To często dobrze działa u dzieci, które reagują płaczem przy oddaniu, lecz po kilku lub kilkunastu minutach potrafią złapać kontakt z opiekunką i zaangażować się w aktywność.

Minusem umiarkowanej adaptacji jest to, że wymaga szybkiej obserwacji i korekt. Jeśli rodzic albo placówka trzymają się planu zbyt sztywno, można łatwo przegapić sygnał, że dziecko potrzebuje tempa nieco wolniejszego albo przeciwnie — że przeciąganie krótkich pobytów tylko nasila napięcie. To rozwiązanie nie działa samo z siebie. Działa wtedy, gdy ktoś uważnie patrzy na reakcje dziecka po powrocie do domu, przy porannym rozstaniu, podczas posiłku i drzemki.

Dla wielu rodzin właśnie ten model okazuje się najlepszy, bo daje przestrzeń na adaptację, ale nie rozwleka startu ponad potrzebę. Szczególnie dobrze sprawdza się, gdy dziecko miało już choćby minimalne doświadczenie z opieką innych dorosłych, a żłobek ma jasne zasady i sprawną komunikację z rodzicami.

Wariant 3: szybsze wejście w rytm placówki

Ten model zakłada krótszy etap oswajania i dość szybkie przejście do typowych godzin pobytu. Wbrew obiegowym opiniom nie zawsze jest zbyt ostry. Dla części dzieci właśnie to rozwiązanie bywa bardziej czytelne. Maluch szybciej uczy się, że żłobek to konkretne miejsce z określonym porządkiem: przyjście, zabawa, posiłek, spacer, odpoczynek, odbiór. Znika codzienna niejasność, czy dziś pobyt będzie trwał chwilę, godzinę czy pół dnia.

Plusem tego wariantu jest mniejsze ryzyko przedłużania napięcia. Dziecko nie doświadcza kilkunastu „niedokończonych” wejść w nowe miejsce, tylko stosunkowo szybko zaczyna poznawać pełniejszy obraz dnia. To bywa trafne u maluchów dość elastycznych, ciekawych otoczenia, dobrze reagujących na nowe zabawki i nowe twarze, nawet jeśli samo rozstanie z rodzicem jest trudne przez kilka pierwszych minut.

Minus jest oczywisty: jeśli dziecko silnie reaguje na zmianę miejsca, potrzebuje bardzo konkretnych warunków do snu albo ma niewielką tolerancję na hałas i oczekiwanie, szybsze wejście w rytm może być przeciążające. Nie każde łzy przy oddaniu oznaczają, że model jest zły. Problemem staje się raczej brak regulacji przez dłuższy czas, odmowa jedzenia połączona z wyraźnym napięciem, długotrwałe trudności ze snem i pogarszanie się funkcjonowania zamiast stopniowej stabilizacji.

Szybszy start ma sens wtedy, gdy placówka ma doświadczenie w prowadzeniu takiej adaptacji, a rodzice potrafią utrzymać spójność poranka i pożegnania. Jeśli codziennie pojawia się inna osoba odprowadzająca, inne godziny, inny komunikat i duża niepewność dorosłych, szybki model traci swoją największą zaletę, czyli przewidywalność.

Porównanie wariantów przygotowania i adaptacji

WariantTempoRola rodzicaPlusyRyzykaNajczęściej trafny dla
Bardzo stopniowyPowolne wydłużanie pobytuCzęsto większa obecność i udział w adaptacjiMniej bodźców naraz, delikatne oswajanie miejscaPrzeciąganie napięcia, codziennie „nowy początek”Dzieci silnie wrażliwe na zmianę, słabo znoszące grupę i nowe twarze
UmiarkowanyKilka krótszych dni, potem regularny rytmSpójne pożegnanie i szybka obserwacja reakcjiŁączy bezpieczeństwo z budowaniem rutynyWymaga elastycznych korekt, nie lubi sztywnego trzymania planuDzieci o przeciętnej lub zmiennej reakcji na nowość, z choć minimalnym doświadczeniem rozstań
SzybszyKrótka faza oswajania, szybkie wejście w plan dniaKrótki, pewny sposób przekazania dzieckaSzybciej buduje przewidywalność, mniej przeciąga napięcieMoże przeciążyć dziecko silnie reagujące na zmianę i hałasDzieci bardziej elastyczne, ciekawe otoczenia, dość szybko uspokajające się przy innym dorosłym

Kiedy zasady placówki zawężają wybór

Nie każdy rodzic może swobodnie wybrać model adaptacji. Czasem żłobek ma z góry określony schemat: kilka dni krócej, potem pełniejszy pobyt; czasem nie przewiduje obecności rodzica; czasem akceptuje tylko bardzo krótki okres przejściowy. To nie musi dyskwalifikować placówki, ale oznacza, że przygotowanie w domu i rozmowa z personelem stają się jeszcze ważniejsze.

Jeśli żłobek działa raczej według szybszego modelu, a dziecko jest bardzo wrażliwe, dobrze zawczasu omówić, jakie są możliwości miękkiej korekty: wcześniejszy odbiór przez kilka dni, obecność znanego przedmiotu do snu, jeden stały opiekun przy przekazywaniu dziecka, konkretne informacje zwrotne po drzemce i posiłku. Z kolei jeśli placówka prowadzi adaptację bardzo długo, a rodzic widzi, że maluch coraz bardziej napina się już od samego poranka, warto porozmawiać, czy tempo da się lekko przyspieszyć.

Najczęstszy błąd w takim momencie polega na szukaniu „najłagodniejszej” opcji za wszelką cenę. Łagodniej nie zawsze znaczy lepiej. Jeśli dziecko po trzech krótkich wejściach wraca do domu coraz bardziej rozdrażnione, budzi się w nocy i protestuje już przy ubieraniu butów, problemem może być nie sam żłobek, tylko brak czytelnego rytmu. Zdarza się też odwrotnie: rodzic boi się przedłużania adaptacji, a maluch po dwóch dłuższych dniach wyraźnie się rozsypuje. Wtedy sensowniejsza bywa korekta tempa niż zaciskanie zębów i czekanie, aż „się przyzwyczai”.

Dobrze patrzeć nie tylko na to, jak wygląda samo rozstanie, ale co dzieje się później. Jedno dziecko płacze minutę przy drzwiach, a potem je, bawi się i zasypia w miarę spokojnie. Inne wchodzi bez protestu, lecz przez resztę dnia jest napięte, odmawia posiłku i nie daje się ukołysać do snu. To drugi obraz bywa bardziej wymagający, choć z zewnątrz wygląda „lepiej”. W praktyce właśnie dlatego tak dużo mówi codzienna informacja od opiekunki: czy maluch dał się ukoić, czy podjął kontakt, czy pojawiły się momenty swobodnej zabawy, a nie tylko sam płacz przy przekazaniu.

Pomaga też jedno proste założenie: wybiera się nie model idealny, tylko najmniej kosztowny dla konkretnego dziecka w konkretnych warunkach. Jeśli placówka jest spokojna, grupa mała, a komunikacja dobra, umiarkowane tempo często wystarcza. Gdy żłobek jest głośny, dziecko ma bardzo sztywną potrzebę snu i mało doświadczeń z innymi dorosłymi, lepiej od razu założyć większą ostrożność. Z kolei przy dziecku ciekawym świata, które po chwili potrafi złapać relację z nową osobą, przeciąganie krótkich pobytów może tylko utrwalać codzienny próg stresu.

Najbardziej pomaga spokojna konsekwencja: jeden czytelny plan, krótki sposób pożegnania, uważna obserwacja po powrocie do domu i gotowość do korekty, jeśli sygnały dziecka idą w złą stronę. Roczne dziecko nie potrzebuje perfekcyjnej adaptacji. Potrzebuje dorosłych, którzy są przewidywalni, reagują na fakty, a nie na obiegowe rady.

Domowe przygotowanie, które naprawdę pomaga, a nie tylko brzmi rozsądnie

Przygotowanie rocznego dziecka do żłobka nie polega na urządzaniu w domu miniaturowej wersji placówki. Popularna rada, by „potrenować żłobek”, często rozmija się z rzeczywistością. Dziecko nie uczy się przecież samego układu krzesełek ani tego, że obiad jest o konkretnej godzinie. Uczy się raczej, czy zmiana jest przewidywalna, czy inni dorośli potrafią je ukoić i czy ciało nie jest stale przeciążone głodem, sennością albo napięciem.

Rytm dnia: nie idealny, tylko zbliżony

Najwięcej daje lekkie przybliżenie domowego planu do rytmu żłobka. Nie chodzi o wojskową precyzję, ale o to, by dziecko nie trafiało do nowego miejsca akurat wtedy, gdy zwykle zasypia albo ma największy głód.

Jeśli w placówce drzemka wypada wcześniej niż w domu, dobrze stopniowo przesuwać pory snu. Jeżeli śniadanie w żłobku jest dość wcześnie, poranek nie powinien zaczynać się chaotycznie i w pośpiechu. U rocznego dziecka niewyspanie i głód bardzo łatwo mylą się z „trudną adaptacją”, choć problem leży gdzie indziej.

Nie zawsze ma sens zmieniać wszystko od razu. Gdy maluch reaguje źle nawet na drobne przesunięcia snu, rozsądniej najpierw ustabilizować poranek i posiłki, a dopiero potem ruszać drzemkę. Lepiej poprawić dwa elementy naprawdę niż pięć na pół gwizdka.

Krótkie rozstania, ale nie w formie znikania

Często słyszy się, że przed żłobkiem trzeba „przyzwyczajać dziecko do zostawania”. To dobra wskazówka tylko wtedy, gdy robi się to czytelnie. Znikanie bez pożegnania może dać chwilowy spokój przy samym wyjściu, ale nie buduje bezpieczeństwa. Dziecko uczy się wtedy raczej, że rodzic bywa nagle niedostępny.

Znacznie lepiej działają krótkie, zwykłe sytuacje: spacer z drugim rodzicem, godzina z babcią, czas z zaufaną osobą w znajomym miejscu. Nie trzeba mnożyć tych prób codziennie. Chodzi o doświadczenie, że rozstanie się zdarza, ma początek i koniec, a inny dorosły też potrafi pomóc.

Jeśli dziecko nie miało prawie żadnych kontaktów opiekuńczych poza rodzicem, nie oznacza to automatycznie, że potrzebuje najwolniejszej możliwej adaptacji. Oznacza tylko, że pierwszy tydzień trzeba obserwować szczególnie uważnie.

Kontakt z innymi dorosłymi i nowym otoczeniem

Pomocne bywają zwykłe wyjścia do miejsc, gdzie są inni ludzie, dźwięki i drobna nieprzewidywalność: plac zabaw, sala zabaw dla maluchów, spotkanie rodzinne, krótka wizyta u znajomych. Nie po to, by „zahartować” dziecko, tylko by sprawdzić, jak reaguje na nowość i jak szybko wraca do równowagi.

To ważniejsze niż samo pytanie: „czy lubi dzieci?”. Roczne dziecko rzadko bawi się z rówieśnikami w sposób, jaki dorośli mają na myśli. Dużo bardziej liczy się to, czy potrafi funkcjonować obok innych, czy znosi hałas, czy akceptuje, że uwaga dorosłego nie jest wyłącznie na nim.

Samodzielność przed startem: co pomaga, a czego nie przeceniać

Rodzice często próbują przed żłobkiem „dopiąć” kilka umiejętności naraz: samodzielne jedzenie, picie z kubka, zasypianie bez noszenia, odkładanie bez protestu. Problem w tym, że taki pakiet zmian tuż przed startem zwykle dokłada napięcia zamiast je zmniejszać.

Jeśli coś można spokojnie oswajać, to przede wszystkim:

  • picie z kubka lub bidonu, z którego dziecko realnie umie korzystać,
  • jedzenie przy stole, choćby części posiłku,
  • krótkie czekanie na swoją kolej bez natychmiastowej reakcji dorosłego,
  • zasypianie z jednym powtarzalnym elementem, na przykład pieluszką, kocykiem albo tą samą sekwencją wyciszenia.

Nie trzeba natomiast na siłę odstawiać wszystkich form pomocy przy zasypianiu przed pierwszym dniem w żłobku. To popularna rada, która nie zawsze działa. Jeśli dziecko zasypia tylko przy konkretnym rytuale, a rodzic tydzień przed startem próbuje go całkowicie zlikwidować, efekt bywa odwrotny: zmęczenie rośnie, a gotowość do adaptacji spada.

Lepsza bywa wersja pośrednia: uproszczenie rytuału, wprowadzenie stałego przedmiotu do snu, oswajanie z odkładaniem trochę wcześniej niż zwykle, ale bez rewolucji w każdej drzemce.

Poranne oddanie dziecka: krótko, jasno, bez przeciągania napięcia

Sam moment przekazania dziecka opiekunce urasta często do rangi testu, od którego ma zależeć cały dzień. W praktyce to tylko jeden fragment adaptacji. Bywa trudny, ale nie mówi wszystkiego.

Najczęściej działa prosty, powtarzalny schemat: wejście, krótki kontakt z opiekunką, jedno zdanie pożegnania, przekazanie dziecka i wyjście. Bez wymyślania co rano nowej strategii. Bez wracania po jeszcze jeden uścisk, jeśli dziecko już zaczęło protest. To zwykle przedłuża napięcie, nie zmniejsza go.

Niektórym rodzicom mówi się, by „nigdy nie okazywać emocji”. To zbyt mechaniczna rada. Nie trzeba udawać obojętności. Dziecku bardziej służy spokojna pewność niż sztuczny uśmiech. Można powiedzieć zwyczajnie: „Idziesz teraz do pani, po obiedzie cię odbiorę”. Krótko i zawsze podobnie.

Jeśli odprowadza raz mama, raz tata, dobrze ustalić jeden wspólny sposób pożegnania. Gdy każda osoba robi to inaczej, dziecko dostaje mniej przewidywalny sygnał. W szybszym modelu adaptacji ma to szczególnie duże znaczenie.

Kiedy płacz przy drzwiach nie powinien od razu alarmować

Płacz przy rozstaniu sam w sobie nie przesądza, że plan jest zły. U wielu rocznych dzieci to po prostu reakcja protestu na zmianę i przerwanie kontaktu z rodzicem. Znacznie więcej mówi to, co dzieje się później:

  • czy dziecko daje się wziąć na ręce lub ukoić opiekunce,
  • czy po pewnym czasie zaczyna obserwować otoczenie lub bawić się choćby na krótko,
  • czy przyjmuje jedzenie i picie,
  • czy są choć małe momenty rozluźnienia w ciągu dnia.

Zdarza się, że maluch bardzo płacze przez pierwsze minuty, a potem funkcjonuje całkiem stabilnie. Zdarza się też odwrotnie: wchodzi cicho, ale przez cały pobyt pozostaje spięty. To drugi obraz częściej wymaga korekty planu.

Sygnały, że adaptacja jest trudna, ale jeszcze mieści się w normie — i sygnały, że trzeba zatrzymać się na chwilę

Pierwsze tygodnie rzadko są gładkie. Gorszy sen, większa potrzeba bliskości po powrocie, chwilowe rozdrażnienie czy mocniejszy protest rano zwykle mieszczą się w obrazie adaptacji. Roczne dziecko odreagowuje ciałem i zachowaniem, bo nie opowie słowami, co było dla niego trudne.

Bardziej niepokojące są sytuacje, w których nie widać żadnego ruchu w stronę regulacji, tylko stopniowe pogarszanie funkcjonowania. Do rozmowy z placówką skłaniają zwłaszcza takie sygnały:

  • dziecko przez dłuższy czas nie daje się ukoić żadnej opiekunce,
  • odmawia jedzenia i picia nie incydentalnie, lecz przez kolejne dni,
  • sen w żłobku praktycznie nie pojawia się, a po domu też trudno wrócić do rytmu,
  • napięcie wyraźnie narasta z dnia na dzień zamiast choć trochę falować,
  • po powrocie dziecko nie tylko „wisi na rodzicu”, ale sprawia wrażenie stale przeciążonego i trudno dostępnego.

To nie musi oznaczać, że żłobek jest zły albo dziecko „się nie nadaje”. Czasem wystarcza zmiana tempa, wcześniejszy odbiór przez kilka dni, korekta pory drzemki, inny sposób przekazywania dziecka albo ustalenie, która opiekunka przejmuje je rano. Problem zaczyna się wted